Naprzanie jedyne w swoim rodzaju…..

Wczoraj w ramach „pożegnania nowego roku” wybraliśmy się z żoną do saun na Fali. Jak to już zwykle bywa w piątki przed 20:00 skończyły się szafki i trzeba było chwilkę poczekać, aż ktoś wyjdzie. Na szczęście przyszliśmy wcześniej więc udało się zdążyć na naparzanie na 20:00. Kolejne naparzanie o 21:00 prowadził „stały naparzacz” Heniek i było b. przyjemnie…. Ciekawe rzeczy rozpoczęły się później!
Okazało się, że aufgussa o 22:00 będzie prowadził znany chyba każdemu, kto choć raz był na Fali Janusz (pseudo „Małysz”)……
Zapanowało spore poruszenie. Nie ukrywam, że miałem duży dylemat „pójść czy nie pójść”, ciekawość jednak przeważyła. Na koniec roku zapragnąłem zaznać trochę ekstremalnych przeżyć, idę! Nie przeliczyłem się.
Punkt o 22:00 Janusz zaczął wykonywać nerwowe ruchy (czytaj: jeszcze bardziej nerwowe niż zwykle) w poszukiwaniu kubełków do naparzania, wody, ręcznika i innych tylko jemu wiadomych rzeczy.
Hardcorowe przeżycia rozpoczęła scena nabierania napełniania kubełków wodą z jacuzzi…. To spowodowało, że część chętnych się już wykruszyła, mimo wszystko postanowiłem być twardy: „raz się żyje, potem się tylko straszy!”
Załadowaliśmy się do b. porządnie nagrzanej sauny (bo o jej wywietrzeniu Małysz nie pamiętał) i czekamy. Przybył Janusz i rozpoczął tradycyjną ceremonię miotania się po saunie tym razem pod tytułem „cholera zapomniałem ręcznika”…. Zespołowo zdecydowaliśmy, że ma ściągać ten z bioder i naparzać „na golasa”, a w ramach rekompensaty „za straty moralne” bonusa miała kręcić Karolina (też oczywiście na golasa) 🙂
Potem Janusz próbował utopić piec zalewając go tonami wody z kubełka, co prawie mu się to udało! Najgorsze było jednak przed nami. Mokry ciężki ręcznik w połączeniu z brakiem techniki spowodował, że jedynym sposobem wachlowania było „wachlowanie dwuręczne przód tył z dwumlaskiem”: dwumlask powstawał przy uderzeniu ręcznika o plecy Małysza, a potem drugiego uderzenia o sufit sauny. Być może to drugie uderzenie ratowało nas trochę przed strumieniem potu zebranego z jego pleców… Wszyscy byli w takim szoku, że nawet nie protestowali… Dalej już „tradycyjnie” kilka dowcipów i bonus Karoliny połączony ze zbiorowymi życzeniami noworocznymi. Ogólna ocena: przeżycie jedyne w swoim rodzaju, jeśli ktoś nie doświadczył to jednorazowo polecam, pozwoli to Wam docenić kunszt pozostałych saunamajstrów, częstsze powtarzanie: tylko dla koneserów (czytaj masochistów)….

7 thoughts on “Naprzanie jedyne w swoim rodzaju…..”

  1. A ja głupi wyszedłem przed 21:00 😉 Ale wcześniej było profesjonalne naparzanie z użyciem aromatu gorzkiej czekolady! O Panu Janku w roli saunamajstra już słyszałem – niestety mój rozmówca nie pozostawiał złudzeń – o całej ceremonii i prowadzącym powiedział – on jest po…any. Ja bym nie brał tego aż tak serio (wszak wiadomo, że zbytnia powaga zabija powoli ale za to skutecznie)- Małysz jest po prostu oryginalny, jest mistrzem sauny jedynym w swoim rodzaju – specjalnie saunuje, urządza też sesje masażu (wyłącznie dla pań – prawie masaż erotyczny – chociaż ostatnio nie widziałem – chyba już nie ma chętnych) i na koniec został saunamajstrem – nie będziemy się nudzić 😉

    Pozdrawiam
    -Adam

  2. „Małysz jest po prostu oryginalny”, co podobno nie ogranicza się do jego stylu bycia w Świecie Saun.
    W czasie mojego pierwszego pobytu w tym – bardziej klimatycznym miejscu – niż wynika to z oglądu strony internetowej Fali, usłyszałem z rozmowy Pana Janusza z jego znaomymi, że ten hobbysta – cyklista nie raz okrążył już glob. Poczułem wtedy pewną dozę zawiści, nie jako człowiek, który przez ostatnie 20 lat tylko kilka razy jeździł rowerem, ale jako ten, który tylko kilka razy spływał pontonem w dół Dunaju, Niemna, Wisły i Bugu (nie licząc jednodniowych wycieczek tym ostatnim). Przypomniał mi się też facet, który przed laty w słowackich Tatrach poczęstował piwem moja ówczesną Półsympatię i Moją Skromną Osobę. Okazało się, że był księdzem z Podkarpacia, który dla odreagowania po spowiadaniu sióstr klauzurowych, w wolnym czasie zajmował się motoparaglidingiem. Po przedostatnim naparzaniu, mimo mojego nie skorygowanego wniesieniem okularów astygmatyzmu nadwzrocznego (2,5 dioptrii) ujrzałem nad gimnastykującą się na dworze Panią Karoliną ducha innej wielkiej pasjonatki (kinooperatorstwa) – Leni Riefenstahl (duch Franciszka Starowiejskiego unosił się wtedy nad wodami jacuzzi i wpatrywał się w kogoś – wyraźnie, chociaż nie do końca – innego).
    Konkludując, bycie pasjonatem wymaga indywidualizmu, który zwykle nie ogranicza sie do głównej pasji (raz zdarzyło mi się – niezbyt fachowo – naparzać w Łaźnia Klubie), a jak powiedział W. Pasikowski, „Niezależność od opinii innych jest jedną z najcenniejszych i najbardziej niedocenianych wartości w życiu ludzkim”.

    Pozdrawiam, Flisak.

  3. Władzio się mylił, albowiem trzymanie się swoich opini to nie stanowi o pasji. Lepsze jest pytanie Sokratesa (czy jestem?), który zrozumiał i wyznał „wiem, że nic nie wiem!” Pasikowskiego poznałem u Bogdana osobiście, stąd śmiem twierdzić, że rozumiem jaką część swojej bogatej osobowości zawarł w tym stwierdzeniu i z czego to zdanie wycięte:) Pozdrawiam serdecznie, do zobaczenia na saunie.

  4. Władzio się mylił, albowiem trzymanie się swoich opini to nie stanowi o pasji. Lepsze jest pytanie Sokratesa (czy jestem?), który zrozumiał i wyznał „wiem, że nic nie wiem!” Pasikowskiego poznałem u Bogdana osobiście, stąd śmiem twierdzić, że rozumiem jaką część swojej bogatej osobowości zawarł w tym stwierdzeniu i z czego to zdanie wycięte:) Pozdrawiam serdecznie, do zobaczenia na saunie.http://www.youtube.com/watch?v=STbAbRbUID0&feature=player_embedded

  5. Wczorajsze bonusy! Mniam, mniam! Mam je przed oczami. Nikt nie chciał ich kończyć, nikogo nie parzyło. Dziękuję Ci Piękna Saunowiczko za wdzięk, piękno i odwagę.

  6. Wczorajsze bonusy! Mniam, mniam! Mam je przed oczami. Nikt nie chciał ich kończyć, nikogo nie parzyło. Dziękuję Ci Piękna Saunowiczko za wdzięk, urok i odwagę.

Możliwość komentowania jest wyłączona.